To pierwszy wywiad życia bezdzietnej osoby na łamach portalu dla osób childfree Lekutko.pl! Ona – Magda, kobieta bezdzietna, 48 lat, ciepły głos i śmiech, który pojawia się szybciej, niż kawa stygnie. On – Tomek, 50 lat, jej mąż. Magda pracuje jako specjalistka UX w firmie produktowej, Tomek prowadzi serwis rowerowy i uczy ludzi jeździć gravelami po trasach. Zaczyna się ciekawie.
Magda to kobieta bezdzietna, która prowadzi życie bez dzieci (w wywiadzie dowiecie się dlaczego!) od zawsze. I kiedy mówimy „z wyboru”, to naprawdę z wyboru: ona nie robi tej typowej pauzy, w której człowiek przygotowuje się na tłumaczenie całego życia obcym ludziom. Magda mówi o tym tak, jak o czymś oczywistym – spokojnie, bez potrzeby obrony, bez odrobiny żalu. A w jej spojrzeniu nie ma „a może jednak” – jest „nareszcie”. Magda prowadzi życie bez dzieci tak, jak każda osoba bezdzietna powinna – w pełni zgodnie ze sobą.

Redaktor Lekutko.pl: Pamiętasz moment, w którym pomyślałaś – dzieci nie są dla mnie?
Magda: Pamiętam bardziej brak momentu. Serio. Wokół koleżanki miały fazę na wózki, fazę na imiona, fazę na urządzanie pokoju. A ja miałam fazę na ciszę. Na spanie do ósmej. Na robienie rzeczy w swoim tempie. I ta moja „faza” nigdy mi nie przeszła.
Redaktor: Brzmi prosto, a jednak ludzie często szukają wielkiego powodu.
Magda: Bo łatwiej im to poukładać. Jak jest powód, to jest i wynik. A ja nie mam powodu w stylu dramat, trauma, coś tam. Ja mam powód w stylu życia – kocham swoje życie, kocham to, że ono jest moje. I że nikt mi go nie rozrywa na kawałki.
„Nie miałam momentu olśnienia. Miałam długie, konsekwentne poczucie, że moje szczęście mieszka gdzie indziej.”
Redaktor: Wróćmy do początku. Jak wyglądała Twoja historia „zanim”?
Magda: Wychowałam się w Sandomierzu, w domu, gdzie wszystko było bardzo poprawne. Niedzielny rosół, porządek w szafkach, tradycyjne podejście do życia. Mocno, jakby to powiedzieć… prawicowe. Mama zawsze powtarzała – „najpierw szkoła, potem praca, potem rodzina”. I pod rodziną kryło się potomstwo. A ja… odhaczyłam dwa pierwsze wymogi, a trzecie zinterpretowałam po swojemu.
Magda i Tomek to związek DINK. Zobacz, jak żyją inni w tym właśnie trendzie.
Redaktor: Po swojemu, czyli?
Magda: Rodzina to dla mnie my. Ja i Tomek. Nasze rytuały. To, że w piątek robimy romantyczną kolację dla dwojga i rozmawiamy do późna. To, że potrafimy w środę po pracy wsiąść w auto i pojechać w góry, bo nam się zachciało zobaczyć śnieg. I że wracamy, kiedy mamy dość. Bo i kobieta bezdzietna – ja – i mężczyzna, czyli mój mąż – mogą żyć szczęśliwie. Nie chcą do tego małego szkraba.
Redaktor: Kiedy poznałaś Tomka, temat dzieci pojawił się od razu?
Magda: Pojawił się dość szybko, bo ja nie znoszę niedopowiedzeń. Na trzeciej randce powiedziałam – „nie planuję dzieci”. Bez dramatu, normalnie. A on… odetchnął. I powiedział – „ja też”. I pamiętam to doskonale, bo poprzedni mężczyzna miał na ten temat zgoła odmienne zdanie, i nie bał mi się go przekazać. Dlatego u mojego boku jest Tomek, i będzie już na zawsze.
„Najbardziej romantyczne zdanie, jakie od niego usłyszałam, brzmiało – ja też nie chcę mieć dzieci.”
Redaktor: Ludzie czasem zakładają, że bezdzietność to „zastępstwo” – bo kariera, bo podróże, bo zwierzęta. A u Ciebie to tak działa?
Magda: Nie. Ja niczego nie zastępuję. Ja po prostu żyję jako kobieta bezdzietna, z zasadami. Mam pracę, którą lubię. Mam związek, w którym oddycham pełną piersią. Mam czas na ruch, na książki, na bycie w domu, na bycie poza domem. Dziecko nie byłoby dodatkiem. Dziecko byłoby rewolucją. A ja nie chcę rewolucji. Ja chcę spokoju.
Redaktor: Brzmisz, jakbyś jako kobieta bez dzieci miała bardzo jasną granicę.
Magda – Bo mam. I jako kobieta bez dzieci mam też wyobraźnię. Widzę, jak wygląda życie z dzieckiem – logistyka, zmęczenie, nieustanna gotowość, oddanie sterów. I ja nie mam w sobie ani pragnienia, ani zgody na to, żeby tak żyć. A nie jest to nic złego, prawda?
Redaktor – Oczywiście, że prawda! A co, gdy ktoś mówi – „wszystko się ułoży samo, jak już będziesz mieć to dziecko”?
Magda – To ja odpowiadam – „jasne, że się ułoży”. Tylko pytanie – komu? I kosztem czego? Ja nie chcę układać swojego życia pod dzieci. Ja nie chcę, żeby mój związek zamienił się w dyżur. Nie wyobrażam sobie popsuć sobie życia dziećmi. Naprawdę. I nie mówię tego brzydko czy po chamsku, tylko tak, jakby ktoś powiedział, że nie chce w domu zwierzaków. Ma do tego pełne, ale to naprawdę pełne prawo!
„Nie boję się tej decyzji. Boję się bardziej świata, w którym ktoś mi powie, że mam się jej wstydzić.”
Redaktor: W Twoich słowach nie ma wahania. W ogóle. Nigdy nie miałaś momentu – a może jednak?
Magda: Nie. I wiem, jak to brzmi. Ludzie chcą usłyszeć, że jako kobieta bez dzieci kiedyś miałam nocne rozkminy, że płakałam, że coś mnie gniotło. Nic z tych rzeczy; mam w sobie taką spokojną pewność, że kiedy słyszę płacz dziecka w sklepie, to nie odczuwam żalu, a radość, że to nie moje zmartwienie.
Redaktor: A presja z zewnątrz? Rodzina, znajomi? Te wszystkie teksty…
Magda: Było tego mnóstwo. „Zmądrzejesz”, „zmienisz zdanie”, „to egoizm”, „kto Ci poda szklankę wody, jak będziesz pofalowana jak skórka pomarańczy”. Mówią to tak, jakby dziecko było polisą na starość. I co ciekawe – najbardziej mnie bawiło, że te komentarze często padały od ludzi, którzy wyglądali na potwornie zmęczonych własnym życiem.
Impreza bez dzieci? TAK! Zobacz, jak ją zorganizować.

Redaktor: Co wtedy robiłaś? Jako kobieta bez dzieci, która twardo stąpa po ziemi?
Magda: Na początku tłumaczyłam. Kulturalnie, spokojnie, jak na prezentacji w pracy. A potem zrozumiałam, że tłumaczenie to zaproszenie do dyskusji. A ja nie mam potrzeby negocjować własnej decyzji. Teraz mówię krótko – „to nie jest temat do debatowania”. I zmieniam kierunek rozmowy, bo w gruncie rzeczy i tak wiem, jak to się skończy.
„Kiedy przestałam się tłumaczyć, ludzie nagle stracili apetyt na ocenianie.”
Redaktor: Opowiedz o Waszej codzienności. Jak wygląda życie bez dzieci, kiedy nikt nie patrzy?
Magda: Nasze życie bez dzieci jest zwyczajne i właśnie dlatego piękne. Rano kawa w ciszy. Czasem Tomek włącza radio, czasem nie. W tygodniu pracuję z domu, więc mam swój rytm. Po pracy spacer, trening, gotowanie. W weekendy – rowery, kino, książki, czasem wyjazd. Czasami… nuda. Ale taka piękna cisza i nuda, kiedy nic nie robimy. NIC.
Redaktor: Nuda jako luksus, co?
Magda: Totalnie. Nuda jest cudowna. Nuda oznacza, że nic mnie nie goni, że mogę usiąść na kanapie i patrzeć w sufit, bo mam taki kaprys, albo się wgapiać w wyłączony TV. Dla mnie to jest smak życia.
Redaktor: Co jest Twoją ulubioną częścią tego stylu życia bez dzieci?
Magda: To, że moje ciało i głowa należą do mnie. Że mogę jako kobieta bez dzieci dbać o siebie bez poczucia winy. Że nie muszę być „dzielna”. Nie muszę zaciskać zębów. Nie muszę udawać, że mam zasoby, których nie mam.
„Nie jestem stworzona do tej roli. Tak po prostu, jak Pan X nie chce w domu psa, a Pani Y nienawidzi mężczyzn z brodą.”

Redaktor: W internecie często pojawia się narracja – „bezdzietna kobieta na pewno kiedyś pożałuje”. Co Ty na to?
Magda: Znam to. Ludzie lubią straszyć, bo wtedy ich własne wybory wydają się bezpieczniejsze. Taka psychologia osiedlowa. Ale… nie wchodzę z nimi w dyskusje. To pozbawione sensu.
Redaktor: Jak reagują Twoje przyjaciółki? Te, które mają dzieci?
Magda: No… średnio. Jako bezdzietna kobieta z wyboru mam tu sporo do powiedzenia. Bo z biegiem lat zostały te, których nie boli moja codzienność. Reszta odpłynęła, bo rozmowy zamieniły się w raporty z przedszkola, a raporty w zazdrość. I to jest ok, bo utraciłam bezsensowne sprzeczki i niepotrzebną stratę czasu. Naturalna selekcja.
Redaktor: Powiedz wprost – co by się stało, gdybyś jednak miała dziecko? Nie byłabyś kobietą bez dzieci – co byłoby zamiast Twojego aktualnego życia?
Magda: Byłabym nieszczęśliwa. Zmęczona. Rozdrażniona. Miałabym poczucie straty czasu, wolności, relacji z Tomkiem, siebie. I to nie jest „czarnowidztwo”. To jest uczciwość. Ja znam siebie i wiem, że tak właśnie wyglądałoby moje życie. Nie żyję w bańce informacyjnej, nie koloryzuję i nie patrzę na świat przez różowe okulary.
Redaktor: Co powiedziałabyś kobiecie, która czuje podobnie, ale cały czas słyszy „poczekaj, zmienisz zdanie”?
Magda: Powiedziałabym – słuchaj siebie, nie ludzi dookoła. I że nie musisz nikomu dowodzić, że Twoje życie ma sens – bo ma, jeśli nie robisz nikomu krzywdy. A jeśli czujesz, że macierzyństwo byłoby dla Ciebie więzieniem, to nie wchodź do środka, tylko dlatego, że ktoś Cię tam wpycha na siłę.
„Największa odwaga czasem wygląda jak zwykłe, krótkie – NIE.”

Z tej historii wyłania się w zasadzie jedno – Magda jako kobieta bez dzieci z wyboru nie próbowała nikogo przekonywać, nie budowała ideologii, nie szukała usprawiedliwień. Po prostu opowiadała o codzienności, SWOJEJ CODZIENNOŚCI, w której jest miejsce na ciszę, bliskość z mężem, spontaniczne decyzje i dbanie o siebie bez poczucia winy.
Dziękujemy za ten wywiad i podzielenie się tą historią. Jeśli któraś z Was lub któryś z Was również chciałby zrelacjonować nam swój punkt widzenia, to koniecznie skontaktujcie się z nami 🙂





Świetnie się czytało, trochę się utożsamiam z Magdą, bo sama jestem w małżeństwie bezdzietnym i doceniam każdą chwilę, a mam wrażenie, że im jestem starsza, tym częściej przychodzi taki moment wdzięczności. Życie z dziećmi nie zmienia wiele, zmienia wszystko, nawet nie tylko życie, ale nasza tożsamość i nikt mi nie wmówi, że jest inaczej. A kiedy najbardziej to zauważyłam? Jak bliskie mi koleżanki stały się mamami. To był idealny pokaz tego, jak mnie to utwierdziło w swoim wyborze.
Bosssshhhh, te bezdzietne kobitki. sama taka jestem i moj maz to samo 😀 polecam taki styl zycia. dzieki autorzy za fajny txt