W statystykach brzmi to dość niepokojąco – współczynnik dzietności w Polsce spadł w 2024 roku w okolice 1,1 dziecka na kobietę, co jest jednym z najniższych wyników w Europie. W badaniach rośnie udział osób, które wprost deklarują, że nie planują dzieci bądź nie widzą ich w swojej przyszłości. W jednym z raportów CBOS odsetek kobiet 18–45 lat bez dzieci, które nie planują potomstwa bądź nie są pewne, wzrósł z 22% do 42% w zaledwie kilka lat. Czy zatem bezdzietność to trend? Przekonajmy się!
Czy bezdzietność to trend – co mówią liczby i codzienność?
Badania demograficzne pokazują, że udział osób dobrowolnie bezdzietnych rośnie oraz że społeczne nastawienie wobec takiego wyboru stopniowo łagodnieje. W statystykach nadal dominuje model „co najmniej jedno dziecko”, jednak na poziomie miejskiego życia widać coraz więcej trzydziesto- oraz czterdziestolatków, którzy mówią wprost, że rodzicielstwo ich nie interesuje. Można więc śmiało powiedzieć, że bezdzietność staje się zauważalnym trendem oraz elementem nowej definicji dorosłości.
Dita Von Teese powiedziała:
„I’m not going to be less of a person if I don’t have children”.
Simone de Beauvoir przypominała, że postawa matki wynika z jej całej sytuacji życiowej oraz tego, jak ją przyjmuje. Takie głosy normalizują wybór innej drogi niż rodzicielstwo.
Trend bezdzietności w liczbach – kiedy statystyka ukazuje rewolucję
Czy bezdzietność to trend? No cóż, demografowie coraz częściej i coraz głośniej mówią o „niższej dzietności”, ale pod tą suchą etykietą kryje się cała rewolucja. W europejskich badaniach widać, że rośnie zarówno liczba osób pozostających bez dzieci, jak i tych, które mówią wprost, że to ich w pełni świadomy wybór.
W wielu krajach zachodniej Europy udział kobiet kończących życie reprodukcyjne bez potomstwa sięga kilkunastu procent. W Polsce to zjawisko długo było przykryte narracją o „trudnych warunkach” – pracy, problemach z kredytami na mieszkania, braku dostępnych żłobków. To wszystko ważne, ale równolegle przybywa tych, którzy nawet przy stabilnej sytuacji mówią spokojnie: nie, dziękuję! I to jest po prostu wybór dyktowany własnymi przekonaniami, a nie kłodami rzucanymi pod nogi.
Od wstydu do dumy – jak mówienie o bezdzietności zmieniło się na przestrzeni lat
Jeszcze kilkanaście lat temu bezdzietność z wyboru funkcjonowała głównie jako anonimowe wyznanie w magazynowym reportażu. Dziś to temat podcastów, TikToka, Instagrama oraz wywiadów z celebrytami. Badania pokazują, że społeczne nastawienie wobec osób bezdzietnych łagodnieje, choć uprzedzenia nadal istnieją, nie da się ukryć. Ale czy bezdzietność to trend, czy jednak nie?
Dame Helen Mirren w jednym z wywiadów powiedziała:
„I have no maternal instinct whatsoever. Motherhood holds no interest for me.”
Brzmi brutalnie szczerze, ale dla wielu to zdanie ulgi – ktoś znany nareszcie wypowiada na głos myśl, którą sami od lat chowają w sobie. Podobne wyznania pojawiają się w popkulturze – w artykułach oraz viralowych filmach osoby trzydziesto- oraz czterdziestoletnie opowiadają, że wolą budować bliskość z partnerem i przyjaciółmi niż z dziećmi, których nigdy nie pragnęły. Brandi Cyrus w głośnym podcaście przyznała wręcz, że po prostu nie lubi dzieci oraz nie widzi siebie w roli matki. Reakcje w sieci są mieszane, ale najistotniejszy jest fakt, że można o tym teraz w końcu swobodnie powiedzieć publicznie.
W praktyce wygląda to tak – kobieta w wieku około 35 lat wrzuca na Instagram stories zdjęcie z kolejnego city breaku oraz hasztag #childfree. Zamiast oburzenia dostaje dziesiątki wiadomości: „mam tak samo”, „dzięki, że o tym mówisz”, „myślałam, że ze mną coś jest nie tak”. Trend bez dzieci zaczyna żyć własnym życiem – z dziwnej decyzji robi się opcja do wyboru, o której mówi się wprost, czasem z humorem, czasem bardzo serio.
Lifestyle 2.0 – co pcha ludzi w stronę życia bez dzieci
Za rosnącą bezdzietnością stoją bardzo współczesne lęki oraz pragnienia. Europejskie badania pokazują, że młodzi dorośli coraz częściej odkładają bądź rezygnują z dzieci ze względu na niepewną przyszłość, stres ekonomiczny oraz świadomość kryzysów – klimatycznego, politycznego, zdrowotnego.
Jedni mówią wprost – „świat płonie, a ja mam w to wprowadzać nową osobę?”. Inni po prostu zauważają, że przy obecnym tempie pracy trudno byłoby im zadbać o dziecko tak, jak sami by chcieli. Do tego dochodzą ambicje – coraz więcej kobiet oraz mężczyzn nie chce już upychać marzeń „pomiędzy drzemkami niemowlaka”. Trudno więc, żeby na pytanie: czy bezdzietność to trend, ktokolwiek odpowiedział twierdząco. To w końcu nowa rzeczywistość.
Nowa definicja dorosłości – kiedy posiadanie dzieci przestaje być obowiązkiem
Przez dekady istniał jeden domyślny scenariusz: dorosła osoba to taka, która zakłada rodzinę – oczywiście rodzinę z dzieckiem/dziećmi. Filozofka Simone de Beauvoir pisała, że:
„One is not born, but rather becomes, a woman”
Człowiekiem stajemy się w ramach społecznych ról oraz oczekiwań, które nas kształtują. Długo jedną z tych ról było po prostu rodzicielstwo. Tymczasem współczesne badania nad postawami wobec bezdzietności pokazują, że coraz większa grupa osób w Europie nie traktuje rodzicielstwa jako obowiązkowego etapu, a jako jedną z możliwych dróg. Dorosłość zaczyna się definiować poprzez odpowiedzialność za siebie, relacje, pracę oraz zaangażowanie społeczne, a nie poprzez obecność łóżeczka dziecięcego w sypialni.
W praktyce trend bezdzietności wygląda jak cichy bunt przeciwko narracji „bez dzieci będziesz samotny”. Osoby bezdzietne z wyboru inwestują w przyjaźnie, tworzą sieci wsparcia, opiekują się starszymi rodzicami, wspierają siostrzeńców oraz bratanków, angażują się w wolontariat. Zamiast jednej rodziny powstaje coś w rodzaju całego plemienia – bliskich ludzi, z którymi spotykasz się z wyboru, a nie dlatego, że macie ten sam adres zameldowania.
Czy bezdzietność to trend czy moda na chwilę? Możliwe scenariusze
Czy bezdzietność to trend, czy po prostu chwilowa moda, która minie razem z kolejną platformą social mediów? Demografowie raczej w to nie wierzą. Dane z wielu krajów wskazują na trwały spadek dzietności oraz coraz późniejsze decyzje o potomstwie, nawet tam, gdzie wprowadzono rozbudowane programy wsparcia.
Na poziomie jednostki bezdzietność z wyboru rzadko wygląda jak sezonowy kaprys. To raczej suma wielu doświadczeń – dzieciństwa, obserwacji cudzych rodzin, refleksji nad własnymi zasobami, czasem terapii. Trend polega na tym, że:
- łatwiej do tej decyzji dojść, bo widzisz podobne osoby w mediach oraz w realu;
- łatwiej ją utrzymać, bo rośnie sieć wsparcia;
- łatwiej o niej mówić, bo język powoli się zmienia – od „starej panny” i „wiecznego kawalera” do #childfree.
Czy życiowy trend bez dzieci kiedyś się odwróci? Być może. Ale nawet jeśli kolejne pokolenia zaczną mieć więcej dzieci, to jedna rzecz prawdopodobnie zostanie – świadomość, że można wybrać życie bezdzietnego lub bezdzietnej, bez poczucia, że jesteś niekompletny lub niekompletna. Bezdzietność wpisuje się już permanentnie w historie i staje się zupełnie normalną życiową dewizą.
Zatem ostatecznie: czy bezdzietność to trend? NIE! Tak jak nie jest trendem nauka mówienia, samodzielne spożywanie posiłków czy wstawanie z łóżka. To po prostu normy. I tak jest już z brakiem dzieci.
Trend trendem, a Twoje życie i tak jest najważniejsze
Bezdzietność to nie trend, dlatego coraz wyraźniej wchodzi w mainstream – w statystykach, w popkulturze oraz w zwyczajnych rozmowach przy kawie. Widać wyraźny ruch w stronę świata, w którym nie zadaje się na okrągło pytań związanych z planowaniem dzieci, a po prostu pytań dotyczących człowieka jako najważniejszej jednostki, która chce żyć po swojemu.
Możesz traktować to jako modę, znak nowych czasów bądź cichą rewolucję, która redefiniuje dorosłość. Niezależnie od etykietki, jedno pozostaje niezmienne – masz prawo nie chcieć dzieci oraz ułożyć sobie życie tak, żeby rano budzić się z myślą, że wybrałeś tak, jak chciałeś i nikomu nic do tego. Trend bezdzietności jedynie daje Ci odwagę, żeby tę myśl wypowiedzieć głośno.
Jakie jest Wasze zdanie na ten temat tego, czy bezdzietność to trend #lekutkie i #lekutcy? Podzielcie się z nami wszystkimi w komentarzach 🙂




